W marcu 2020 roku świat zatrzymał się w ciągu kilku dni. Giełdy nie. Warszawska GPW zanotowała jedne z najgwałtowniejszych spadków w swojej historii, a zarządzający funduszami po raz pierwszy podejmowali decyzje o miliardach złotych z domowych biurek, przez telefon i wideorozmowy, przy dzieciach uczących się zdalnie w pokoju obok.
Gdy wszystko dzieje się naraz
Pandemia była kryzysem innym niż 2008 rok. Nie chodziło o system finansowy, lecz o realną gospodarkę zamkniętą dekretem. Nikt nie wiedział, jak długo to potrwa i które branże przeżyją. A jednak decyzje trzeba było podejmować natychmiast: zabezpieczać portfele, które mogły już nie potrzebować zabezpieczenia, albo nie zabezpieczać i ryzykować wszystko. Każde zabezpieczenie kosztuje. I czasem dobra decyzja daje zły wynik — rynek odbił szybciej, niż ktokolwiek zakładał.
24 lutego 2022
Dwa lata później Rosja rozpoczęła pełnoskalową inwazję na Ukrainę. Dla polskiego rynku oznaczało to gwałtowne przeceny, sankcje, zamrożone aktywa rosyjskie w portfelach i decyzje podejmowane między jednym komunikatem a drugim. Papier, który rano był wart sto, wieczorem mógł być niesprzedawalny albo wart pięć.
Wojna nie pyta o horyzont inwestycyjny. Pyta, co zrobisz w ciągu najbliższej godziny.
Przyjąć decyzję na klatę
W obu tych momentach nie chodziło o modele. Chodziło o ludzi, którzy musieli wziąć odpowiedzialność za wynik, zanim wynik był znany — i żyć z tą decyzją niezależnie od tego, jak się skończyła.
W książce
Piąty i szósty rozdział „Ciężaru kapitału” — Czwartek strachu, piątek zakupów. COVID-19 oraz Kupić po sto. Pełnoskalowa wojna — to m.in. prawo do zmiany zdania, „nie wiem” jako część procesu i portrety Andrzeja Bieńka, Michała Kaczmarka, Jakuba Banaszewskiego, Michała Ficenesa, Jarosława Leśniczaka i Daniela Wesołowskiego. Książkę zamyka rozdział o ETF-ach i inwestowaniu według reguł oraz epilog Kapitał następnego pokolenia.




